środa, 19 listopada 2014

Pingwiny są fajne!


Sherlock siedział na kanapie, pomiędzy swoimi rodzicami i oglądał telewizję. Jego mama właśnie skończyła czytać gazetę i odłożyła ją na parapet.
- Jak długo zamierzasz udawać martwego, Sherlock? - zapytała. 
-  Nie wiem - odpowiedział Sherlock nie odrywając wzroku od telewizora. 
- Wiesz, że kiedyś się wyda, że żyjesz, prawda? Nie możemy udawać, że jest inaczej w nieskończoność. Anglia bez ciebie upadnie - powiedziała pani Holmes. 
- Póki Mycroft jest brytyjskim rządem Anglia sobie poradzi - odpowiedział Sherlock i uśmiechnął się uspokajająco do matki. - Spokojnie, mamo ... Przez kilka tygodni będę się ukrywał w bezpiecznych miejscach, czyli tutaj i w domu Mycrofta, a potem zacznę rozpracowywać sieć Moriarty'ego. 
Nagle drzwi wejściowe się otworzyły i do domu wszedł Mycroft.
- Jak się trzyma John? - zapytał Sherlock.
- A jak myślisz? - zapytał Mycroft. - Jest załamany. Płakał przez cały pogrzeb. Pani Hudson też. Lestrade starał się być dzielny, ale w połowie pogrzebu się rozryczał jak dziecko. Ci ludzie cię naprawdę kochali, braciszku. Nie sądziłem, że to kiedykolwiek nastąpi. Tylko ja i Molly jakoś przetrwaliśmy bez uronienia ani jednej łzy. 
- Ciekawe dlaczego ... - powiedział Sherlock. 
- No właśnie nie wiem - odpowiedział sarkastycznie Mycroft.
- Przestańcie, chłopcy - upomniała ich matka. 
- Masz już jakiś konkretny plan, jak możesz wrócić do życia albo działać potajemnie? zapytał starszy z braci. - Czy będziesz ciągle siedział przed telewizorem i oglądał programy o pingwinach?
- Pingwiny są fajne! - odpowiedział Sherlock. - Niedługo zacznę działać, obiecuję. A na razie daj mi skończyć oglądać ten dokument o pingwinach. Załatw mi na jutro samochód, który podwiezie mnie na cmentarz. Chcę zobaczyć mój grób.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł - do rozmowy wtrącił się pan Holmes. - Ktoś Cię może zobaczyć.
- No właśnie ... - poparła go żona. - To wszystko trzeba zaplanować. 
- Spokojnie, będę trzymał się z daleka i obserwował. Nie będę tam długo. Najwyżej pół godziny...
- Jesteś pewien? - zapytał pan Holmes.
- Tak.
- A co jeśli ktoś Cię zobaczy?
- Nie zobaczy, spokojnie. A jak zobaczy, to mu wmówię, że jestem duchem, potem go ogłuszę i zwieję.
- Ogłuszysz?! - krzyknęła pani Holmes. - Nie bądź taki drastyczny, synku!
*
Samochód zaparkował w lesie, dwieście metrów od cmentarza.
- Dzięki za podwózkę - powiedział Sherlock do szofera. - Czekaj tu na mnie.
Wysiadł z samochodu i zaczął iść w stronę cmentarza. Przez cały czas nasłuchiwał i raz na jakiś czas oglądał się za siebie. Nagle usłyszał dźwięk silnik, a potem kroki. Schował się za jedno z drzew i obserwował otoczenie. Po chwili zobaczył swój grób. To było dla niego bardzo dziwne uczucie. Koło jego grobu ktoś stał. Sherlock wychylił się zza drzewa, żeby zobaczyć kto to. Były to dwie osoby - John i pani Hudson. Rozmawiali. Sherlock schował się za innym drzewem, które było bliżej grobu i było większe i zaczął podsłuchiwać. 
- Te ślady na moim stole, hałasy, strzelanie z broni o wpół do drugiej nad ranem, probówki w lodówce... - powiedziała pani Hudson. -  On trzymał części ciała z jedzeniem! I te jego walki! Doprowadzał mnie do szału!
- Nie jestem aż tak wściekły - odpowiedział John.
- Zostawię Cię samego, żebyś ...
Pani Hudson rozpłakała się, a potem zostawiła Johna na cmentarzu samego... Albo raczej z Sherlockiem, ale John nie miał pojęcia o jego obecności, więc to się nie liczy.
John westchnął, obejrzał się za siebie na oddalającą się z cmentarza panią Hudson i zaczął swoją przemowę do grobu Sherlocka:
- Powiedziałeś mi kiedyś, że nie jesteś bohaterem. Czasami uważałem, że nie jesteś nawet człowiekiem.
Sherlock roześmiał się cicho, ale John tego nie usłyszał.
- Ale byłeś najlepszą, najbardziej ludzką istotą jaką znałem.
- Nie prawda, ale dzięki - powiedział Sherlock pod nosem.
- Nikt mnie nie przekona, że mnie nie okłamywałeś.
- Bo tego nie robiłem... - szepnął Sherlock.
- Tyle.
- Już idziesz? - zapytał cicho Sherlock, a w jego głosie John zapewne wyczułby zawód, gdyby tylko to dosłyszał.
Następnie John podszedł bliżej grobu Sherlocka.
- Byłem taki samotny i tyle ci zawdzięczam...
John odszedł od grobu i zaczął się przechadzać koło niego.
- Zrób dla mnie jeszcze jedną sztuczkę... Jeszcze jeden cud.
- Jaki?
- Przestań być  martwy. Możesz to dla mnie zrobić?
- Oki. 
- Przestań!
- No przecież żyję - powiedział pod nosem Sherlock i zaśmiał się cicho.
John zaczął płakać, a Sherlock natychmiast przestał się uśmiechać. Przez moment miał ochotę wyjść zza tego drzewa, podejść do Johna, powiedzieć mu, że żyje, pocieszyć go, zrobić cokolwiek, ale się powstrzymał. Nie mógł się zdradzić. Jeszcze nie teraz. John zrobił typowe wojskowe " w tył zwrot" i zaczął iść do pani Hudson, która czekała na niego kilkadziesiąt metrów dalej. 
- Przepraszam, John - powiedział Sherlock i poszedł do samochodu. 
*
Sherlock znowu siedział przed telewizorem tym razem w domu Mycrofta i znowu oglądał program dokumentalny o pingwinach. 
- Co tam? - zapytał Mycroft wchodząc do domu.
- Nuda! - krzyknął Sherlock. - Znajdź mi jakieś zajęcie, błagam cię. Mój mózg bez pracy gnije! Nudzi mi się! Bardzo mi się nudzi! Nuuuuuuuuuuuuuuuuuda!
- Mój telefon ciągle dzwoni, a Anthea jest chora. Możesz odbierać telefony w zastępstwie za nią. Tylko postaraj się mówić jak ja, żeby ludzie myśleli, że rozmawiają ze mną.
- No dobra - odpowiedział Sherlock. - Wolałbym rozwiązać jakąś sprawę, ale dobre i to. Muszę się oderwać od tych pingwinów. 
Mycroft podał Sherlockowi swój telefon, który jak na komendę zaczął dzwonić. 
Sherlock szybko go odebrał nie sprawdzając nawet kto dzwoni. 
- Halo - przywitał się, doskonale naśladując głos Mycrofta. 
- Hej .
Sherlock usłyszał głos Johna i go na moment zamurowało. Zaczął trochę panikować, bo bał się, że coś go zdradzi i John domyśli się, że nie rozmawia z Mycroftem, tylko z jego rzekomo martwym bratem. 
- Byłem już u mojej terapeutki, tak jak mi radziłeś... Ona jest do niczego... Nie wie o tym co się stało, bo nie ogląda telewizji, nie czyta gazet i nie słucha radia, o korzystaniu z internetu już  nawet nie wspominając, a ja nie miałem siły jej wszystkiego tłumaczyć... Co mam zrobić?
- Znajdę ci jakąś inną terapeutkę i do ciebie zadzwonię. Trzymaj się, John.
- Jak ty to robisz? - zapytał John.
- Co robię?
- Tak doskonale sobie radzisz i dobrze sobie radzisz... To jest ... To był twój brat...
- Szczerze? Kompletnie sobie nie radzę, ale zawsze przy ludziach ukrywam to, co czuję. Zawsze tak robię. Taki już jestem. 
- Jak ty to robisz?
- Rodzinna przypadłość. Sherlock też tak miał. Myślisz, że on nic nie czuł? Nie, on to po prostu ukrywał.
- Wiem. Kilka razy przy mnie okazał emocje... Strach, złość, smutek, radość, znudzenie... Tą ostatnią emocję okazywał najczęściej!
Sherlock uśmiechnął się na wspomnienie tego, jak kiedyś ścianie się oberwało za to, że on był znudzony. 
- Tamtego dnia płakał... Gdy ostatni raz rozmawialiśmy płakał... Wiem, że nie chciał umierać i nie rozumiem, czemu on skoczył...
- Skoczył, by cię ochronić. Musiał ochronić ciebie i innych ludzi. Gdyby on nie skoczył zginęliby ludzie...
- O czym ty mówisz?
- Moriarty wszystko zaplanował. Jakiś czas przed śmiercią zatrudnił trzech snajperów, którzy mieli zabić ciebie, Lestrade'a i panią Hudson, gdyby on nie skoczył. Zrobił to, co zrobił, bo mu na tobie zależało.
- Skąd o tym wiesz?
- Gdy był na dachu pisaliśmy ze sobą. Poinformował mnie o tym, czemu to robi.
- Nie wiedziałem, że on był aż takim egoistą! Jak mógł mnie zostawić samego na tym okropnym świecie? Mógł nie skakać... Wołałbym zginąć, niż żyć tak, jak żyję teraz...
- Nie rób niczego głupiego, John - powiedział Sherlock. - Błagam cię ... On by tego nie chciał... Uszanuj to.
- Skąd możesz wiedzieć, co on by chciał, a czego nie? 
- To mój brat, dobrze go znam! Dbaj o siebie John ... Pa!
- Pa...? Ty nigdy nie mówisz "pa"! Jesteś przecież jednoosobowym brytyjskim rządem!
- Jestem już po pracy - Sherlock próbował wybrnąć z tej trochę dla niego niezręcznej sytuacji. John miał rację, Mycroft nigdy nie mówił do nikogo "pa" poza rodziną.- Spędzam  teraz czas z rodzicami. Potrzebują mnie. Stracili w końcu dziecko. Przy nich nie jestem jednoosobowym rządem, tylko ich synkiem.
- Rozumiem ... - powiedział John. - Zadzwoń do mnie później w sprawie terapeutki...
- Dobrze - odpowiedział Sherlock. - Pa!
- Pa...
- Dobrze się bawisz? - zapytał Mycroft podchodząc do młodszego brata.
- Tak! A zabawa dopiero się zaczyna - odpowiedział detektyw i roześmiał się. Następnie spoważniał.- Biedny John, on jest naprawdę smutny... Znasz jakąś naprawdę dobrą terapeutkę? 
- Zaraz ktoś się znajdzie.


- Lily 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz